do kasy suma: 0,00 zł
wyszukiwarka zaawansowana
„Jakie okulary dla bohaterów książek?” - Ryszard Ćwirlej

 

Ryszard Ćwirlej - dziennikarz, malarz, pisarz. Autor kryminałów, uznawany przez krytyków za twórcę nowego gatunku literackiego „kryminału neomilicyjnego”. Laureat wielu nagród m.in. Kryminalnej Piły, Syriusz 2016 czy Wielkiego Kalibru.


Zuzanna Pankros: Przez wiele lat byłeś dziennikarzem, związanym z telewizją, później z radiem. Jak to się stało, że nagle postanowiłeś pisać książki?


Ryszard Ćwirlej: Wszystko zaczęło się właśnie od dziennikarstwa. W pewnym momencie już jako doświadczony dziennikarz z kilkunastoletnim stażem musiałem sobie odpowiedzieć na pytanie: „co dalej? Czy przez całe swoje zawodowe życie, w przyszłości będę dalej jeździł na zdjęcia i robił w newsy? Czy może warto poszukać jakiejś innej aktywności, która byłaby rozwinięciem tego, co zrobiłem dotychczas?”. Jako dziennikarz pisałem. Czyli przejście do pisania czegoś bardziej poważnego niż tylko newsy, było dla mnie naturalnym sposobem rozwijania swoich umiejętności. Lubiłem czytać kryminały i dlatego pewnego dnia wpadłem na pomysł, że może to będzie to, co chciałbym robić w przyszłości. Tym bardziej, że był to czas lat 90-tych, kiedy w Polsce zaczęły pojawiać się kryminały takich twórców jak: Marek Krajewski, Marcin Wroński, Mariusz Czubaj - to moi koledzy pisarze, którzy zaczynali właśnie w tym czasie. Pisali powieści kryminalne, których akcja rozgrywała się w różnych miastach Polski. No i ja jako człowiek pochodzący z Wielkopolski czekałem na to, żeby w końcu pojawił się kryminał poznański. Nie mogłem się tego kryminału doczekać w związku z tym postanowiłem: Skoro nie ma chętnych do pisania kryminału poznańskiego, to ten kryminał napiszę ja (śmiech). I tak siadłem do pisania i powstała moja pierwsza powieść „Upiory spacerują nad Wartą” - wydana w pierwszej połowie lat dwutysięcznych.


Z.P.: Skąd brałeś inspirację do stworzenia bohaterów? Tego jak wyglądali, jak się zachowywali, jakie mieli umiejętności?


R.Ć. : Jeśli chodzi o postaci, bohaterów to tworzyły się one w sposób naturalny. Wychowywałem się oglądając serial „Czterech pancernych i pies”. Wiedziałem doskonale, że bohater zbiorowy, który rozwiązuje pewne problemy jak najbardziej sprawdza się w rzeczywistości. Pomyślałem sobie, że dobrym zabiegiem byłoby przenieść takiego bohatera zbiorowego, stworzonego z kilku postaci, do kryminału. Zawsze w kryminałach pojawiała się jedna, pierwszoplanowa postać. Ja postanowiłem stworzyć kilka postaci, które będą w każdej książce wysuwały któregoś z bohaterów z tej grupy na pierwszy plan. Ale przecież wiadomo, nie od dziś, że w kryminale czy w powieściach kryminalnych zawsze gdzieś tam występuje jakaś grupa policjantów, detektywów rozwiązujących zagadkę kryminalną. Jednak tylko jeden jest tą postacią wiodącą. W moich książkach też jest grupa, ale jeden zawsze prowadzi całą rozgrywkę kryminalną.


Z.P. : Czy utożsamiasz się z którymś bohaterem swoich książek? A może jesteś jednym z nich ?


R.Ć. : Ja sam się nie utożsamiam z żadnym z moim bohaterem. Chociaż na pewno w każdym z nich można znaleźć jakieś cechy, które są charakterystyczne dla mnie.


Z.P. : Z każdą kolejną książką stajesz się coraz bardziej popularny. Coraz więcej osób zaczyna sięgać po Twoje książki.


R.Ć.: To nie było tak, że ten bum na książki pojawił się od razu. To wszystko tworzyło się przez lata. Najpierw byłem początkującym pisarzem, nikomu nieznanym, który powoli zaczynał dorabiać się grupy swoich fanów. Teraz tych osób, które czytają moje książki i nie mogą wyobrazić sobie bez nich życia z każdym rokiem jest coraz więcej.


Z.P. Czy pierwszym recenzentem książek jest Twoja żona Beata?


R.Ć.: Beata jest nie tyle recenzentem, ale przede wszystkim redaktorem moich książek. Tojest właśnie ta osoba, która wytyka mi w sposób bezwzględny wszystkie błędy, pomyłki, niedociągnięcia i niedoskonałości - nie tylko stylistyczne czy ortograficzne, ale także merytoryczne. To znaczy, że jeśli mój bohater, w którymś momencie się pogubi w rzeczywistości to, Beata jest właśnie tą osobą, która wskazuje mu drogę, a na mnie krzyczy i mówi: „coś ty tu narobił w tej książce. Weź to popraw, bo przecież ludzie jak będą czytać, to zdziwią się, że takie głupoty i niekonsekwencję piszesz” (śmiech)


Z.P.: Gdyby zapytać kogokolwiek z jakimi przedmiotami kojarzy się pisarz, to zapewne padłyby takie słowa jak: duży fotel, domowa biblioteka, ogromne biurko i okulary. Czyli można powiedzieć, że Ty te wszystkie rzeczy masz - nawet masz okulary.


R.Ć.: Bez okularów nie wyobrażam sobie, że mógłbym siąść do pisania książek. Jestem w takim wieku, że nie radzę sobie bez nich - nawet gdybym powiększył sobie literki w komputerze tak, żeby zajmowały połowę ekranu, to i tak nie jestem w stanie sobie poradzić bez okularów. Dlatego bardzo jestem zadowolony z okularów, które ostatnio udało mi się dopasować do moich potrzeb. To znaczy okulary progresywne, które sprawiają, że widzę to co się dzieje wokół mnie na całym biurku, a jest ono potężne. Wcześniej nie dostrzegałem tego co mam na końcach tego biurka. I widzę jednocześnie to, co mam w komputerze. I w końcu mogę widzieć też osoby z którymi rozmawiam przy tym biurku. Wcześniej wydawało mi się, że progresy są jakąś dziwaczną rzeczą. Okazało się jednak, że choć trzeba nauczyć się patrzenia przez nie, a zajęło mi to prawie tydzień, to teraz bardzo się sprawdzają. W okularach progresywnych doskonale radzę sobie jeżdżąc samochodem - to jest jedna para. I druga to są okulary progresywne do pracy. I z jednych i z drugich jestem zadowolony.


Z.P. Wspominałeś na początku, że w każdym z bohaterów można znaleźć cząstkę Ciebie.
A jednak niewielu z nich nosi okulary. Nawet jedna z głównych bohaterek, bardzo
nieśmiała pani sierżant Aneta Nowak z Twojej ostatniej książki „Ostrej Jazdy”, nie nosi
okularów, nawet słonecznych. Może pospekulujmy trochę? Gdyby miała wybrać okulary
słoneczne - to wybrałaby duże, czy klasyczne Aviatory?


R.Ć:. Myślę, że słoneczne trzeba by było spróbować dobrać takie, które byłyby idealne do wszystkich jej działań terenowych, w które angażuje się jako policjantka. Nie założyłem jej jeszcze okularów, ale trzeba by było pomyśleć nad tym. Jeździ na motocyklu, w kasku ma przyciemnianą szybkę zasłaniającą oczy i tak myślę, że naturalnym odruchem motocyklisty jest ściągniecie kasku i założenie okularów. Nie wiem jakie by jej pasowały. Wszystko zależy od tego co powiedziałaby Aneta na ten temat. Przecież ja nie mogę się za nią wypowiadać. Dlatego mam nadzieję, że przy następnej książce będzie miała coś do powiedzenia i jakieś okulary dobierze. (śmiech)


Z.P. : Pozostając w sferze spekulacji to jeszcze Ryszard Grubiński, który bez okularów nie
potrafi nic przeczytać. Myślisz, że zdecydowałby się na okulary progresywne?


R.Ć:. Myślę że Gruby Rychu spokojnie poradziłby sobie z progresami. Z tym, że on jestczłowiekiem który wstydzi się okularów. Trzeba by było mu dobrać takie, które wpływałyby korzystnie na jego wizerunek. Ale nie wiem jakie. Natomiast w „Ostrej jeździe” już następuje pewien zabieg i już gdzieś te okulary trzyma na biurku, ale chowa je, gdy ktoś wchodzi. Natomiast rzeczywiście ma problemy ze wzrokiem. To jest człowiek już w sile wieku, bo po pięćdziesiątce, więc tutaj nie ma się co wstydzić tylko te okulary zakładać.


Z.P.: Teraz to już Twoja w tym głowa.
R.Ć.: W następnej książce pojawią się progresy. Ale przypomniałaś mi o jeszcze jednej rzeczy. W mojej poprzedniej książce „Jedyne wyjście” po raz pierwszy pojawia się Aneta Nowak. I jest taka scena, w której Mariusz Blaszkowski - to jest jeden z bohaterów, który pojawiał się w PRL-owskich książkach, a tutaj jest jednym z dowódców, przyszłych szefów Anety Nowak - wychodzi z samochodu trochę zmęczony i zakłada na oczy okulary przeciwsłoneczne. Są to tanie podróby, które kupił na targu czy gdzieś w Turcji. Myślę, że ten człowiek o takiej pozycji powinien pomyśleć w najbliższym czasie o tym żeby jednak nie chodzić w podróbach, tylko kupić sobie odpowiednie, porządne okulary przeciwsłoneczne. Myślę, że trzeba będzie go wysłać w tej sprawie do Winia Blocha żeby mu coś tam wynalazł ciekawego.


Z.P. : Myślę, że Winiu na pewno coś znajdzie dla Mariusz Blaszkowskiego. Wspomniałeś o kolejnej książce Ryszard, czy czas wakacji to dla Ciebie czas odpoczynku, czy jednak pracy?


R.Ć.: Kolejna powieść już zaczyna się w zasadzie tworzyć, bo zręby jej gdzieś tam już tkwią mi w głowie. Nie wiem jak będzie wyglądać więc teraz tylko muszę znaleźć czas na to, żeby siąść i zacząć pisać. Do końca roku mam czas, żeby oddać nową, tym razem przedwojenną powieść. I tak sobie myślę, że w tamtych czasach raczej nosili monokle,
binokle, choć okulary też już się pojawiały. Chociaż kto wie czy jakieś ciekawe modele się nie pojawiły. Swoją drogą trzeba by było sprawdzić co nosili, jak to wyglądało i co proponowali sprzedawcy okularów w latach 30-tych.


Z.P.: W takim razie czekamy na nową powieść.


R.Ć.: Niebawem biorę się do pisania.

BLOG KALENDARZ
nie pon wto śro czw pią sob
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31



TAGI
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Projekt i wykonanie: Gabiec.pl
Sklep internetowy od home.pl